poniedziałek, 12 listopada 2012

moja własna

SOWA. W końcu...
Chorowałam na sowę, oj chorowała, ale do tej pory się nie złożyło.

Jest pierwsza, więc ją uwielbiam, ale jakoś nie do końca mi się podoba - czegoś brakuje i w ogóle...

Ale ja jak to ja - rzadko kiedy zadowolona ;)

A sowa prezentuje się tak



 i rusza skrzydełkami




i ma delikatnego zeza ;)

Sówka jest gigantyczna. Ma rozmiary niezłej poduchy i spokojnie można na niej odpocząć. Co poniektórzy (czyt. mąż) już na niej spali i są bardzo zadowoleni ;)

Ps. No i uszyta dzięki mojej nowej maszynie, która wyczyściła skarbonkę ;)

6 komentarzy:

Oleander pisze...

Super sowa! UHU!!!!

Ela pisze...

świetna jest ta sówka ,z zezem wygląda bardzo uroczo:))

malutka pisze...

Słodką sowę - masz i Ty. Znam tę chorobę na sowę:)
Widzę,że maszyna nie pokryje się u Ciebie kurzem:)
Pozdrawiam

marta pisze...

Sowa wzbudziła zaintereSOWAnie w pracy :) Zwłaszcza u koleżanki o nazwisku Sowińska :) :) :) :)

MOLLIK pisze...

piękna inicjacja dla nowej maszyny :) jako ogromna miłośniczka sów już się w niej zakochałam :) i jak dla mnie niczego nie brakuje

ShoKa pisze...

świetna, wesoła sowka!