piątek, 7 września 2012

na krzyż

Gdy robiłam fuje spodobał mi się haft krzyżykowy. Postanowiłam się trochę w nim podszkolić. Oczywiście, jak to ja, wybrałam dość ambitnie. Nad obrazkiem ślęczałam ładnych parę dni, co chwilę prując, nawlekając nową nitkę i mocno się wkurzając ;)

Efekt, już w ramce, jakoś wygląda. Ale całe szczęście, że nikomu nie muszę pokazywać tyłu ;)
tam jest jeden wielki misz-masz ;)





Obrazek z inicjałem był prezentem dla mojej bratanicy-chrześniaczki, która urodziła się 10 dni po moim bączku. Śmiesznie było, bo spotkałyśmy się jeszcze na oddziale szpitalnym, gdy bączek jeszcze się kurował pod czujnym okiem lekarzy i wspaniałych pielęgniarek :D

Niezrażona dość marnym efektem, pracuję nad następnym obrazkiem. Ale cholerstwo dość czasochłonne jest, więc kiedy je dokończę, to nie wiem.

No i tradycyjnie - look na balkonowy ogród. Tym razem cardiospermum, czyli serconasiennica

2 komentarze:

JaMajka pisze...

Urocze miśki :) Ja jakoś nigdy nie miałam cierpliwości...

marta pisze...

Kochana, nie sądziłam, że cardiospermum to taka... hmm... okazała roślina! :)I piękna :)