środa, 14 kwietnia 2010

kupiłam sobie spodnie...

tak - pochwalę się a co???
spodnie - zresztą jak widać na zdjęciu - są granatowe i z kieszonkami i w ogóle. nie, nie daltonizm wam się nie przytrafił.
A było to tak: Trzy tygodnie temu upatrzyłam sobie fajne granatowe, w miarę luźne, aczkolwiek zakrawające na eleganckie (ze względu na pracę takich potrzebowałam) ogółem fajne spodnie :) na oko - dobre, ale nie przymierzałam...
po tych trzech tygodniach idę do sklepu - nie martwcie się tak od razu nie wykupili - przymierzam a tu... całkowita załamka - materiał okazuje się obłażący, same spodnie fatalnie skrojone a mój tyłeczek w nich 2 rozmiary większy - a małego nie mam ;) - więc spodenki z powrotem na wieszak, a ja na poszukiwania
i efektem dwugodzinnego spaceru po przeróżniastych sklepach kupiłam te oto cudownego koloru malinowego lniane dwie nogawki :):)

ale, ale - tak kolorowo to nie było - po dokładnym przejrzeniu zasobów szafy odkryłam, że nie mam nic czerwonego ani czarnego do ubrania - tylko buciki, a że lubię mieć dopasowane coś do czegoś, więc zrobiłam sobie taką oto opaseczkę :):)


Brak komentarzy: